Bloog Wirtualna Polska
Jest 937 728 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zegar tyka nieubłaganie

wtorek, 12 lutego 2008 17:40
W telewizji na okrągło polityczny kabaret z cyklu "POPiS". Parlamentarzyści przez siedem dni w tygodniu, dwadzieścia cztery godziny na dobę "obrzucają się błotem", używając przy tym coraz bardziej żenujących sposobów. Ciekawe, kiedy nasi politycy przestaną zachowywać się jak dzieci w piaskownicy i usłyszą dźwięk wskazówek najważniejszego dla Polski zegara, który nieubłaganie odmierza czas do rozpoczęcia EURO 2012.

Niby od czasu do czasu nowe informacje, konferencje prasowe i fachowe komentarze, ale konkretnych planów brak, nie wspominając już o efektach. Ciągłe zapewnienia o skutecznej organizacji EURO 2012 pozostają jedynie niespełnionymi obiecankami i niestrawioną jeszcze przez wielu Polaków wyborczą kiełbasą" Być może ktoś źle nastawił budzik, ponieważ ludzie odpowiedzialni za organizację najważniejszej imprezy w dziejach Polski nie obudzili się jeszcze z dziesięciomiesięcznego snu, w który zapadli po korzystnej decyzji UEFA z 18 kwietnia 2007 roku. A zegar organizacyjny tyka nieubłaganie i to coraz głośniej. Do pierwszego spotkania EURO 2012 pozostało 1579 dni, ale najważniejsze organy państwowe i organizacje w Polsce nie wykazują żadnego zmartwienia tym faktem. Polacy z natury lubią odkładać wszystko na ostatnią chwilę, ale martwię się, że tym razem możemy dać "plamę" i stać się pośmiewiskiem dla całego środowiska piłkarskiego.

Jestem ciekawy, ile cierpliwości wykażą nam przez najbliższe lata władze UEFA, które publicznie wyraziły swoje niezadowolenie z przebiegu prac organizacyjnych "nad Wisłą". Zastanawiający jest również fakt, ile włosów straci do 2012 roku prezydent Europejskiej Unii Piłkarskiej – Michel Platini, który już apeluje do Polaków o włączenie piątego biegu. Trudno się temu dziwić, skoro przez dziesięć miesięcy nie zrobiono w naszym kraju nic w kierunku EURO 2012. Politycy zamiast uchwalać kolejne ustawy, ułatwiające np. wykup gruntów i sprawniejsze przeprowadzanie przetargów, zajmują się za przeproszeniem pierdołami, atakując się nawzajem zepsutymi laptopami lub żałosnymi dyktafonami-gwoźdźmi do kolejnych trumien. Z każdym dniem uświadamiam sobie, że nasi parlamentarzyści nie mają w sobie za grosz honoru i przyzwoitości. Gdyby tak było, to sprawa EURO, która jest dla nas wszystkich szansą na lepsze jutro, byłaby dobrem najwyższym ponad wszelkimi podziałami.

 

Wprawdzie w ostatnim czasie temat EURO 2012, który do tej pory pozostawał tematem tabu, wreszcie ujrzał światło dzienne. Wszystko za sprawą bajecznych i imponujących projektów aren piłkarskich w Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu i Poznaniu, które przynajmniej na makietach nie odbiegają od światowych standardów. Szkoda tylko, że panowie projektanci zbytnio się nie wysilili i nie błysnęli swoją inwencją twórczą, ponieważ każdy projekt do złudzenia przypomina istniejący już obiekt. Dla przykładu – nasz narodowy "Koszyk" w Warszawie jest bardzo podobny do stadionu, który jest aktualnie budowany w Kapsztadzie na potrzeby finałów piłkarskich Mistrzostw Świata. Ale nie narzekajmy. Ważne, że chociaż w kwestii obiektów sprawy znalazły swój dobry kierunek i pozytywny oddźwięk w rządzie, który zapewnił dofinansowanie do budowy wszystkich aren piłkarskich z budżetu Skarbu Państwa.

 

Stadiony to tylko "duża kropla w morzu innych potrzeb", które pozostają na razie na drugim planie. Nadal nie pojawiają się informacje o budowie nowych lotnisk, których w Polsce mamy zaledwie kilka. Bądźmy jednak szczerzy, jak mamy realnie zapewniać UEFA o nowych lotniskach, skoro budowa Terminalu nr 2 na warszawskim Okęciu trwa już bodajże trzeci rok. Wcale lepiej nie wygląda kwestia autostrad, które "nad Wisłą" są budowane w "żółwim tempie". Optymizmem może napawać fakt, że wczoraj rozpoczęto przyjmowanie wniosków polskich miast, które chcą wybudować nowoczesne bazy treningowe. Wymagania UEFA są olbrzymie, bowiem owe środki mają składać się z dwóch boisk (w tym jednego z podgrzewaną murawą), a także ekskluzywnego hotelu z odnową biologiczną. Mimo wszystko chętnych nie brakuje, a to cieszy, bo być może będziemy mogli zapewnić wszystkim reprezentacjom odpowiednie warunki przygotowawcze.

 

Nikt nie ma wątpliwości, że 18 kwietnia 2007 roku to data, która na stałe zapisała się w annałach historii naszego kraju. Pytanie tylko w jakiej kategorii znajdzie swoje odpowiednie miejsce. Patrząc na ostatnie dziesięć miesięcy chyba wszyscy obawiamy się, że wybór naszego kraju na współorganizatora EURO 2012 może okazać się początkiem wielkiego końca rodzimego futbolu. Chciałbym się mylić, ale stanie się tak, jeśli politycy nie "zakopią toporków wojennych", a w Komitecie Organizacyjnym nie znajdą się niezależni eksperci i menadżerowie z prawdziwego zdarzenia.



Artykuł przeczytasz również na: http://www.igol.pl/article,2350.html



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,2942358,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz | Trackbacki (1)

Luźne rozmowy - wywiad ze Sławomirem Partyką

piątek, 08 lutego 2008 1:09
Ma dopiero 24 lata i całą piłkarską przygodę przed sobą. W ostatnim czasie zrobił piorunujące wrażenie na obserwatorach w kilku meczach sparingowych swojego klubu i już w najbliższej przyszłości może zostać piłkarzem jednego z III-ligowych zespołów, którego nazwa polskim kibicom jest doskonale znana. Mowa o Sławomirze Partyce, z którym miałem okazję porozmawiać na temat jego kariery, która z dnia na dzień nabiera tempa i podąża w dobrym kierunku.

Wszystkich bardzo serdecznie zachęcam do lektury, a także wyrażania swoich opinii na temat treści wywiadu, oraz samego pomysłu na stworzenie działu "Luźne rozmowy". Moim rozmówcą może być każdy z Was. Jeśli masz ochotę podzielić się ze mną swoją opinią na ciekawy temat, to bardzo proszę o kontakt. Serdecznie pozdrawiam.



 

Krzysztof Mielczarek:
Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z futbolem?

Sławomir Partyka:
Piłka nożna towarzyszy mi od najmłodszych lat. Na pierwszy trening udałem się w 1994 roku, kiedy cały piłkarski świat emocjonował się piłkarskimi Mistrzostwami Świata w USA. Moim pierwszym klubem był Wisan Skopanie, którego baza treningowa oddalona była trzy kilometry od mojego rodzinnego domu. Wówczas gra w tej drużynie wiązała się z wieloma perspektywami na przyszłość. Pierwszy zespół Wisanu, który został założony w 1955 roku, z powodzeniem grał wtedy w czwartej lidze. Mieszcząca się w tej miejscowości fabryka Firanek Wisan prosperowała znakomicie i była głównym sponsorem klubu, którego stać było na zatrudnienie zawodników Stali Mielec czy Siarki Tarnobrzeg. Przypomnę tylko, że te kluby grały wówczas w pierwszej i drugiej lidze

K.M: W swojej karierze występowałeś w trzecioligowej Polonii Przemyśl. Jak wspominasz czas spędzony z tym zespołem i dlaczego musiałeś się z nim rozstać?

S.P: Czasy pobytu w Przemyślu i gra w tamtejszej Polonii, to naprawdę miły okres w moim życiu. Fajne miasto, ciekawi ludzie, barwna historia miasta. Do dziś mam kontakt z chłopakami, i gdy spotkam któregoś z nich, to od razu pojawia się uśmiech na mojej twarzy. Powodem rozstania z Polonią Przemyśl był brak przedłużenia umowy z powodów finansowych. Zarząd klubu postanowił postawić na wychowanków, uznając to za najlepsze rozwiązanie. Po rundzie rewanżowej Polonia spadla z trzeciej ligi i z perspektywy czasu gra „swoimi piłkarzami" nie przyniosła dobrych rezultatów.

K.M: Na swojej stronie internetowej napisałeś, że obecnie poszukujesz nowego klubu. Czy otrzymałeś już jakieś ciekawe oferty, które są warte dogłębnego rozważenia?

S.P: Zgadza się. Jestem na etapie szukania klubu. Miałem trzy oferty -  z Stali Kraśnik, KSZO Ostrowiec i Mazowsza Grójec. Pierwszy klub występuje w lubelskiej czwartej lidze i wydawało mi się, że jest najbardziej konkretny. Nie wiem w czym tkwi problem, ale od władz tego zespołu nie dostałem sygnału od kilku dni. Z trenerem KSZO tylko rozmawiałem i konkretów nie było. Ostatni kandydat to Mazowsze Grójec, które występuje w trzeciej lidze. Klub ma duże problemy finansowe i jest w stanie zapewnić słabe wynagrodzenie. Poza tym nie przekonałem do siebie trenera tej drużyny - powiedział mi to osobiście. Jeśli nic się nie zmieni i nie pojawi się konkretna propozycja, to zostanę w macierzystym klubie - Wisan Skopanie.

K.M: Jakie wydarzenie uznasz za swój największy sukces w dotychczasowej karierze piłkarskiej?

S.P: Moim sukcesem na pewno były występy w trzecioligowej Polonii Przemyśl. Ponadto, za znaczące osiągnięcia z całą pewnością mogę uznać naukę w SMS w Krakowie, a także grę w kadrze OZPN Tarnobrzeg.

K.M: Z pewnością łączenie nauki ze sportem od dawna wymaga wielu poświęceń i cierpliwości. Jak radzisz sobie z tym problemem?

S.P: Nauka nie była nigdy moją mocną stroną. Podczas studiów udaje mi się jak na razie łączyć te dwie sprawy. Znacznie gorzej było w LO w Krakowie, gdzie musiałem opuścić szkolę, właśnie z powodu braku porozumienia pomiędzy tymi dwoma aspektami.  

K.M: Jakich rad mógłbyś udzielić młodym chłopakom, którzy marzą o karierze sportowej?

S.P: Ciężko mi cokolwiek doradzać, bo mam nadzieję, że sukcesy i gra w pierwszoligowym klubie są jeszcze przede mną. Na pewno ważne jest obranie sobie celu i dążenie do niego za wszelką cenę. Praca na treningach i wiara w swoje umiejętności, to powinien posiadać każdy, kto marzy o karierze sportowej.

K.M: Wielkimi krokami zbliżają się Mistrzostwa Europy w Austrii i Szwajcarii. Uważasz, że reprezentację Polski stać na sprawienie niespodzianki?

S.P: Na pewno reprezentację Polski stać na sprawienie niespodzianki. Mamy wielkiego trenera i to jest nasza najskuteczniejsza broń. Leo Beenhakker potrafi motywować i dawać szansę nieznanych zawodnikom, co jak widać przyniosło znakomity efekt, ponieważ po raz pierwszy w historii jesteśmy w gronie finalistów ME.

K.M: Kto jest Twoim piłkarskim idolem?

S.P: Swoim idolem mogę bez wątpienia nazwać Brazylijczyka Rivaldo, który posiadał niesamowite uderzenie z lewej nogi. To jest główny powód, który przemawia do mnie za tym zawodnikiem. Niedawno poznałem osobiście Marka Citko. Byłego zawodnika m.in. Widzewa i Polonii Warszawa również mogę nazwać moim idolem lub raczej osobą godną naśladowania nie tylko pod względem sportowym, ale także pod kątem osobowości. Chciałbym także podkreślić, że jeszcze niedawno bardzo ceniłem sobie grę Mirosława Szymkowiaka, który znakomicie prezentował się w barwach tureckiego Trabzonsporu.

K.M: Jakie jest największe marzenie sportowe Sławomira Partyki?

S.P: Najskrytszym marzeniem na pewno jest gra w dobrym klubie, który umożliwiłby  występy w reprezentacyjnej koszulce z orzełkiem na piersi.

K.M: Serdecznie dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w dalszej przygodzie z futbolem. Z kolei wszystkich Czytelników chciałbym zaprosić na Twoją stronę internetową - www.slawomir-partyka.prv.pl.

 

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,2922239,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz | Trackbacki (1)

Młodzi (anty)mistrzowie

piątek, 07 grudnia 2007 14:12
Powiem szczerze, dawno nie doznałem takiego szoku. Poważnie. Na pewno był on większy niż ten z 13 października br., kiedy Polacy przegrywali w Warszawie z Kazachstanem 0:1, a na obiekcie stołecznej Legii zgasły jupitery. Na szczęście wówczas wszystko dobrze się skończyło.

Mikołajki, godzina 19.35. Leżę schorowany na łóżku i oglądam materiał na temat schorowanej ligi polskiej. Nagle jako wierny kibic otrzymuję piękny prezent - pierwszy proces sądowy we Wrocławiu przeciwko skorumpowanym arbitrom, którzy na przestrzeni ostatnich lat rządzili, dosłownie i w przenośni, naszą rodzimą ekstraklasą. To oczywiście cieszy, że prokuratura z Dolnego Śląska działa efektywnie i skutecznie. Chwilę później na mojej twarzy pojawia się przysłowiowy banan, spowodowany fragmentem owego procesu. Jeden z sędziów przyznaje się do winy, a następnie wypowiada słowa: „Chcę wyrazić żal i wstyd, że uczestniczyłem w takim procederze". Po prostu buchnąłem śmiechem. Facet, przecież ty brałeś kasę za ustawianie meczów ekstraklasy i robiłeś to z premedytacją. Rozumiem, że w Polsce warunki do codziennego życia są trudne, choć czekamy na obiecany cud, ale chyba prawdziwym kibicom powinno zależeć na polskiej piłce, aby chociaż ona nie odstawała od europejskich standardów.

Godzina 19.59. W znakomitym nastroju leżę i tym razem na ekranie telewizora oglądam serwis sportowy. Mam nadzieję na kolejne mikołajkowe upominki od polskiego sportu. Niestety, już pierwsza informacja wprawia mnie w osłupienie. Dwaj piłkarze Zagłębia Lubin zostali zatrzymani przez policję za posiadanie marihuany. Z racji tego, że od kilku dni zmagam się z gorączką, postanowiłem sprawdzić, czy to nie sen. Przetarłem oczy, lecz nadal słyszę i widzę relację z tego szokującego wydarzenia. Nasunęło mi się na myśl pytanie - to mają być mistrzowie? Zagłębie Lubin zawodzi już od dawna, ale tytuł mistrza odbiera się dopiero na wiosnę. Marihuana miała być dla Mateusza B. i Mariusza P. sposobem odreagowania po porażce w Pucharze Ekstraklasy. Cóż, zawsze myślałem, że najlepszym sposobem odreagowania jest mobilizacja na treningach, wygrana w najbliższym meczu lub jedno duże z przyjaciółmi.

Kolejne pytanie - czy poziom klubowej piłki nożnej nie zabiera na dno również polskich piłkarzy? W wielu przypadkach jest to niestety prawda. Dlaczego niestety? Bo używki, te słabsze i te mocniejsze, już wielokrotnie kończyły pięknie zapowiadające się kariery polskich zawodników, którzy byli uznawani za brylanty, wymagające jedynie oszlifowania. Nie chcę wymieniać przykładów, ale znawcy rodzimego futbolu z pewnością domyślają się o kogo chodzi. Oby w przypadku dwóch „Miedziowych" był to wypadek przy pracy i tylko jeden niechlubny wybryk. W innym przypadku podzielą los swoich kolegów po fachu, którzy zamiast na największych stadionach Europy skończyli na alkoholu, narkotykach i kopiąc sflaczałą piłkę w A-klasie.

Nie ulega wątpliwości, że obaj piłkarze sprawili swoim rodzinom, przyjaciołom i fanom fatalny prezent na Mikołajki, a podczas zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia pod choinką powinni znaleźć rózgi. Przynajmniej od kibiców, od których ciężko będzie im wywalczyć drugą szansę.  Jestem ciekawy jakie konsekwencje wyciągną przeciwko swoim piłkarzom władze Zagłębia Lubin. Muszę przyznać, że prezes „Miedziowych" ma twardy orzech do zgryzienia. Gdybym ja miał zdecydować, to dałbym Mateuszowi B. i Mariuszowi P. kredyt zaufania. Czasami przecież trzeba wyciągnąć rękę do potrzebującego. Być może któryś z nich wróci na dobrą drogę i zostanie wielkim piłkarzem. Oby.

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,2680705,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz | Trackbacki (1)

 1234  »

czwartek, 17 maja 2012

Licznik odwiedzin:  24 937 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O mnie

Nazywam się Krzysztof Mielczarek. Urodziłem się 11.10.1990 roku w Kołobrzegu, lecz od kilkunastu lat mieszkam w Gostyninie. Pasjonuję się dziennikarstwem sportowym. Obecnie pracuję w wortalu iGol.pl, a okazjonalnie można mnie usłyszeć w radiu internetowym iGol FM. Więcej w dziale "Biografia".

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 03.10.2008 14:59:54
  • autor: Marcin
  • treść: Bardzo ciekawy blog....

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 24937
(wersja testowa)
Wpisy
  • liczba: 11
  • komentarze: 7
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Księga gości: 9
Bloog istnieje od: 1819 dni

Lubię to